Wywiad: K’Jon – „Muzyka jest miłością mojego życia”

Amerykańska gwiazda sceny r&b, K’Jon w ekskluzywnej rozmowie dla SugaSoul.pl .

SugaSoul.pl: Pochodzisz z miasta o olbrzymich muzycznych tradycjach. Opowiedz nam o swoim dzieciństwie i dorastaniu w Motor City [Detroit – przyp. SugaSoul].

K’Jon: Szczerze? Było naprawdę zabawnie! W domu trzy dziewczynki i trzej chłopcy, spory tłum jak na nasz ówczesny metraż. Rodzice mieli mało pieniędzy więc bardzo wcześnie zacząłem pracować i troszczyć się sam o siebie. Mimo wszystko jednak, nie zmieniłbym niczego w swojej przeszłości. Tamta sytuacja, choć ciężka, nauczyła nas wszystkich miłości i cierpliwości. Po nauce i pracy, jeszcze jako mały dzieciak, znajdowałem czas na śpiewanie, pisanie piosenek oraz dość zabawne próby odnalezienia się w rapie. W latach szkolnych uczestniczyłem w kilku talent-showach wraz z moimi braćmi. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy, że muzyka jest miłością mojego życia.

SugaSoul.pl: Jakie były Twoje ulubione albumy w dzieciństwie?

K’Jon: Och, bez problemu mogę powiedzieć, że wszystkie ówczesne krążki Michaela Jacksona, Jackson 5 a także cała rodzina DeBarge, Switch i obowiązkowo New Edition.

SugaSoul.pl: Przez wiele lat ciężko i sumiennie pracowałeś w cieniu innych artystów, cierpliwie czekając na nadejście własnego czas. Co motywowało Cię do tak niezłomnej i wytrwałej postawy?

K’Jon: Musiałem mieć jakiś cel, kiedy – jak zauważyłaś – pracowałem dla innych. To zajęcie nie sprawiało, że moje nazwisko było znane; nie wywierało też tak silnego wpływu na muzyczny przemysł, jaki zawsze chciałem mieć. W rzeczywistości, po dość długim czasie takiego właśnie „trwania”, zdecydowałem by stworzyć coś samemu i stanąć na własnych nogach. Zawsze powtarzam, że do końca swoich dni mogłem być po prostu facetem w szafie, którego nikt nie zna, mimo że piosenki pisane przez niego odnoszą spore sukcesy albo też spróbować, podjąć ryzyko i stanąć z przodu jak prawdziwy frontman, pod własnym imieniem, z własną twarzą i własnym głosem.

SugaSoul.pl: Cofnijmy się na chwilę do Twojego debiutanckiego albumu I Get Around i procesu nagrywania…

K’Jon: Zdecydowałem by podstawą, swoistym korzeniem debiutanckiego krążka było raczej klasyczne, bardzo soulowe, ciepłe brzmienie, podobne do tego, które znane jest najlepiej z On The Ocean. Następnie, chciałem tę bazę połączyć i zmieszać moim osobistym „ja”, rysem charakteru typowym tylko dla mnie. Myślę, że udało się całkiem nieźle. Piosenki na tę płytę pisałem bardzo szybko i wszystkie powstały w podobnym czasie. Wena była niezwykła.

SugaSoul.pl: Czy pamiętasz w jakich okolicznościach napisałeś utwór On The Ocean i co było najsilniejszą inspiracją popychającą Cię do jego stworzenia?

K’Jon: To swoista metafora mojej walki (w tamtym czasie) by odnaleźć własną drogę, którą powinienem podążać do końca życia. Zadawałem sobie pytanie, jaka jest moja rola w przemyśle muzycznym i jaki powinienem obrać sobie cel. Powtarzałem te pytania przed lustrem bez końca. Najczęściej jednak huczały mi w głowie wątpliwości, czy jestem wystarczająco dobry? Wiedziałem i byłem przekonany, że mogę odnieść sukces ale zarazem zdawałem sobie sprawę, że będzie to wymagać ogromnego wysiłku i poświęcenia. Wtedy właśnie zacząłem pisać prosto z duszy i z serca. Tak powstał On The Ocean.

SugaSoul.pl: Czy uważasz, że sukces smakuje bardziej słodko kiedy biegniesz w maratonie niż w sprincie?

K’Jon: Cóż za zbieg okoliczności! Dopiero wczoraj skończyłem nagrywać piosenkę zatytułowaną Marathon i uważam, że to kawałek dobrej muzyki. Opowiada o tym, jak satysfakcjonujące jest dojście na szczyt kiedy pracujesz od podstaw. Harujesz znacznie więcej niż większość obecnie popularnych artystów, ale to jest wspaniałe. Dominujesz na listach przebojów pozostając zupełnie niezależnym, dopiero wówczas przenosisz się do labelu, będącego w stanie przenieść cię do mainstreamowego świata, w którym jednak nie tracisz swego kręgosłupa. Oczywiście nie uważam, że tak właśnie powinno być czy też, że to jedyna słuszna droga. Po prostu uważam, że udowodniłem, iż coś takiego jest możliwe a sukces singla On The Ocean inspiruje wielu młodych ludzi, bez znajomości i koneksji oraz przypomina, że nigdy nie można się poddawać! Myślę, że to także przesłanie dla moich dzieci, które nie zdezaktualizuje się wiele lat po tym kiedy odejdę z tego świata.

SugaSoul.pl: Twoja muzyka ma specyficzny vibe błądzący gdzieś między latami 90 a XXI wiekiem. Co sprawia, że tak często nawiązujesz do starszych brzmień?

K’Jon: Byłem wychowywany wśród najróżniejszej muzyki – skrajnych stylów oraz nagrań starych, wręcz archiwalnych, jak i współczesnych. A wszystkiego tego doświadczyłem pomimo tego, że nigdy w życiu nie brałem żadnej lekcji śpiewu ani nie uczestniczyłem w zajęciach muzycznych. Otaczający mnie członkowie rodziny, słuchali jednak muzyki całymi dniami i prawdziwie to kochali, zwłaszcza mój ojciec, który pasjami serwował nam nagrania takich artystów jak  The Commodores, The Temptations, Al Green, Earth Wind & Fire, The Beatles, Lionel Richie czy Marvin Gaye. Choć wówczas nie miałem takiej świadomości, słuchanie muzyki samej w sobie, nauczyło mnie wielu rzeczy o warsztacie i technice pisania. Dziś staram się zawrzeć w piosence kawałek własnej duszy, moje rozumienie rytmu, melodie które grają mi w sercu od lat. Z drugiej strony pragnę stworzyć coś, co przypadnie do gustu szerokiej publiczności. Nie zamykam się w stylistyce, nie forsuję na siłę „nowoczesnych” brzmień. Ostatnio będąc w Nashville napisałem piosenkę wraz z Nathanem Chapmanem (głównym producentem Taylor Swift), będącą hybrydą country i rhythm&bluesa. Kilka dni później stałem się autorem kawałka, w którym występuje obecna gwiazda rapu, 2 Chainz! Jak widzisz, jestem muzykiem wszechstronnym i nie lubiącym etykietek.

SugaSoul.pl: Preferujesz wykonywać romantyczne ballady czy taneczne bangery?

K’Jon: Większość moich piosenek porywa do tańca, ale zawsze jest tam jakieś przesłanie. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że mam w swoim repertuarze znaczną ilość utworów miłosnych. Z tego typu kompozycjami zresztą zaczynałem – pisałem i wykonywałem romantyczne ballady ale nigdy nie chciałem być postrzegany jako muzyczny „symbol seksu”, mimo że byłem i jestem bardzo mocno zainspirowany twórczością Marvina Gaye’a. Warto zarazem pamiętać, że ten właśnie artysta był w stanie przenieść słuchacza wszędzie – do klubu,  do łóżka, opowiedzieć o aktualnych, palących problemach społecznych i poprzez swą muzykę oddziaływać na słuchaczy na całym świecie. Marvin Gaye był moim zdaniem najbardziej  kompletnym i prawdziwie niezrównanym muzykiem, który potrafił swobodnie poruszać się w każdej tematyce.

SugaSoul.pl: Moim ulubionym utworem z Twego ostatniego albumu pozostaje od pierwszego przesłuchania I’m Good Boo. Która piosenka na Moving On jest Twoim faworytem?

K’Jon: Czuję się związany z każdą piosenką na ostatniej płycie jednak chyba Take This Dollar pozostaje moją ulubioną, ze względu na to, że każdy może się uosabiać z jej tekstem, w jakiś sposób się do niego odnieść. Każdy z nas dostaje coś od innych ludzi lub sam im coś daruje. „Dolar” w tej piosence nie reprezentuje wielkiej forsy, o której tak chętnie mówią mainstreamowi raperzy, ale ten ostatni papierowy pieniądz, który ci został w kieszeni – twoją ostatnią szansę, moment w którym myślisz, że już nie dasz rady tego wszystkiego dłużej ciągnąc.

SugaSoul.pl: Jesteś jednym z nielicznych artystów, na którego albumach brak pokaźnej listny gości.

K’Jon: Chciałbym współpracować z wieloma znanymi gwiazdami z ugruntowaną pozycją, ale one zdają się być bardziej zajęte stąpaniem po czerwonym dywanie i ogrzewaniem się w świetle reflektorów na bankietach i przyjęciach, niż kolaboracją z K’Jonem.

SugaSoul.pl: Czy uważasz, że we współczesnej muzyce czegoś brakuje?

K’Jon: Myślę, że dzisiejszej muzyce brak przede wszystkim uczciwości. Mam swoje przemyślenia na ten temat, które zajęłyby nam pół dnia. Nie można jednak zignorować powtarzającego się ze wszystkich stron pytania, dlaczego gatunek r&b jest obecnie w kryzysie i cierpi, będąc kalanym przez różne dziwne techniczno-muzyczne wpływy oraz wokalistów, którzy nigdy nie powinni podchodzić do mikrofonu. Współczesne gatunki muzyczne są jakimś przedziwnym zlepkiem, nie mającym składu i ładu. Wytwórnie oraz stacje radiowe kupują co popadnie, a to właśnie prowadzi do rozwodnienia albumów pozbawionych charakteru, kupowania przez ludzi wyłącznie singli, wyłącznie w formie cyfrowej, nielegalnego ściągania całych płyt. Wszystko to prowadzi do bardzo małej sprzedaży fizycznych krążków, a pokaźnymi liczbami mogą się pochwalić tylko artyści z ugruntowaną już pozycją. Rhythm&blues staje się trochę śmietnikiem, do którego można wrzucić praktycznie wszystko, bo wszystko się przyjmie. Czy powiedziałem zbyt dużo? (śmiech)

SugaSoul.pl: Za Tobą wydanie Moving On. Jakie są Twoje kolejne plany?

K’Jon: Mam już właściwie skończony nowy, trzeci album. Powracam do bardziej „żywego” brzmienia, staram się ograniczyć wpływ komputerów na moją muzykę. Powiem więcej – nie czułem się tak zainspirowany i tak pewny siebie od czasu początku mojej kariery w niezależnym przemyśle. Jestem podekscytowany nowymi projektami i samą myślą o przyszłości. Bądźcie przygotowani!

 

Rozmawiała: Funky Fox