Wywiad: Noel Gourdin – „Muzyka soulowa nie umarła”

Amerykański gwiazdor muzyki soul, Noel Gourdin w ekskluzywnej rozmowie dla SugaSoul.pl .

SugaSoul.pl: Od debiutanckiego krążka After My Time mocno Ci kibicowałam. Choć całego albumu może nie do końca da się nazwać „arcydziełem”, to jednak znalazło się tam przynajmniej kilka absolutnie znakomitych utworów uwidaczniających Twój ogromny potencjał takich jak The River czy Hurts Like Hell. Po trzech latach przerwy powróciłeś z nowym materiałem zebranym na Fresh: The Definition, który – w mojej opinii – jest znacznie bardziej dojrzałym i wyrównanym pod względem artystycznego poziomu krążkiem. Co sprawiło, że tak szybko dojrzałeś?

Noel Gourdin: Cóż, dorosłem jako mężczyzna, jako człowiek. Niezaprzeczalnie rozwinąłem się też jako muzyk i artysta ale przede wszystkim przy Fresh: The Definition miałem znacznie więcej wolności w tworzeniu tego, co tworzyć zawsze chciałem.

SugaSoul.pl: Czy żałujesz, że podczas pracy nad pierwszym krążkiem nie mogłeś zrealizować wszystkich pomysłów jakie miałeś? Czy kontrakt z pierwszą wytwórnią uważasz za pomyłkę?

Noel Gourdin: Nie żałowałem niczego co zrobiłem w przeszłości aż do czasu podpisania kontraktu z Colombia/Epic. Choć spotkałem tam i pracowałem z całym mnóstwem naprawdę ciekawych ludzi, czułem się całkowicie skrępowany. To przykre doświadczenie sprawiło, że szybko dojrzałem i musiałem podjąć twarde, męskie decyzje. Kiedy opuszczałem Sony by zacząć pracę nad Fresh: The Definition, czułem że to słuszna decyzja. Dzięki temu ruchowi mogłem tworzyć brzmienia inspirowane tym rodzajem muzyki, który w mojej dziecięco-nastoletniej młodości wpłynął na mnie najbardziej. Wreszcie miałem możliwość by włączyć do moich kompozycji żywe instrumenty na dużą skalę i trzymać się kursu o nazwie „klasyczny soul”.

SugaSoul.pl: Co było dla Ciebie trudniejsze – praca nad debiutem czy tworzenie drugiego krążka? Czy czułeś dużą presję i wysoko postawione oczekiwania względem materiału Fresh: The Definition?

Noel Gourdin: Największą presję czułem z… własnej strony. Chciałem utrzymać a nawet polepszyć jakość muzyki, którą zaprezentowałem na pierwszym albumie. Nie chciałem uskuteczniać żadnych sztuczek i tricków. Moim pragnieniem zawsze było i jest tworzenie dobrej muzyki. Artyści bardzo często uczestniczą w pewnego rodzaju wyścigu, próbują być lepsi, szybsi, prześcignąć konkurencję, ale ja jestem nieco inny. Mówiąc „inny” mam na myśli to, że nie interesują mnie tego typu zawody. Tworzę muzykę w trochę staroświecki sposób, podobnie jak wykonawcy z czasów gdy prawdziwy soul osiągał swoje szczyty rozwoju i pełen rozkwit. Słucham głosu swego serca i piszę taką muzykę, której nie będę musiał się wstydzić za kilka lat. Piszę to co najpełniej reprezentuje mnie, Noela Gourdina.

SugaSoul.pl: Opowiedz trochę o pracy oraz inspiracjach podczas tworzenia swojego drugiego albumu.

Noel Gourdin: Kiedy zacząłem pracę nad Fresh: The Definition, byłem w bardzo kiepskiej formie psychicznej. Powiem szczerze, że tak naprawdę tonąłem w depresji po rozstaniu z Sony. Bez końca zastanawiałem się „co poszło nie tak?”. Nagrałem przecież The River, które zdobywało pierwsze miejsca na listach przebojów oraz drugi, również komercyjnie i artystycznie udany singiel, One Love. Do dziś uważam, że oba te utwory są naprawdę dobre i nie mam żadnego powodu by czuć jakiekolwiek skrępowanie kiedy ktoś mówi, że to moje piosenki. Byłem w prawdziwym dołku i musiałem się pozbierać, skupić na pozytywach i zapomnieć o tym co złe i destrukcyjne dla mojej psychiki. Powoli wychodziłem z tego mrocznego miejsca dzięki modlitwom i wsparciu mojej rodziny. Musiałem uwierzyć, że wciąż mam w sobie to „coś” co sprawia, że ktoś kto tworzy muzykę może być nazywany „artystą”. A więc odpowiadając na Twoje pytanie, największą inspiracją podczas pracy nad drugą płytą był Bóg oraz moja wspaniała rodzina.

SugaSoul.pl: Bardzo przykro mi to słyszeć. Budujący jest jednak fakt, że wyszedłeś z tego nieprzyjemnego doświadczenia jako silniejsza osoba i jeszcze lepszy, dojrzalszy artysta. Wspomniałeś o swojej rodzinie. Czy od samego początku wspierali drogę, którą obrałeś w życiu?

Noel Gourdin: Moja rodzina całkowicie, absolutnie i totalnie wspiera mnie od pierwszej nuty, którą napisałem i zaśpiewałem. Co prawda mój tata jeszcze kilkanaście lat temu mówił, że powinienem znaleźć coś stałego, zwyczajną robotę do której mogę chodzić każdego dnia. Wiesz, takie staromodne myślenie. Wiedział, że mam talent ale kiedy to on był młody, wyżyć z muzyki było dla znakomitej większości mrzonką i w zasadzie niedoścignionym marzeniem. Moja mama natomiast od samego początku wspierała mnie i mówiła „rób to co kochasz” argumentując, że głupio byłoby nie spróbować i za kilkadziesiąt lat żałować, będąc pełnym goryczy panem w średnim wieku. Po tych wszystkich rozmowach wiedziałem co chcę robić. Kiedy byłem młodszy i dopiero rozpoczynałem swoją artystyczną drogę, rodzice przychodzili na wszystkie moje występy. Siadali w loży dla VIP-ów i obserwowali jak tłum reaguje na mnie i moją muzykę, śpiewając ze mną każde słowo piosenki. To naprawdę niesamowite. Myślę, że także oni wówczas z całą jaskrawością dostrzegli, jak wielkim błogosławieństwem są moje zdolności.

SugaSoul.pl: Kilka minut temu powiedziałeś, że najważniejsze dla Ciebie to pisać piosenki z głębi serca. Który utwór z Fresh: The Definition znaczy dla Ciebie najwięcej?

Noel Gourdin: Zdecydowanie Brand New! Pamiętam jak późną nocą musiałem pobiec do supermarketu i kupić taśmę do nagrywania ponieważ wiele z moich najlepszych piosenek piszę (z niewiadomych mi powodów) kiedy jestem w drodze i prowadzę samochód. Mhm, proszę nie pytaj o szczegóły (śmiech) Gdy wróciłem z supermarketu i tylko zasiadłem w fotelu, od razu stworzyłem niemal całe nagranie. Piosenka opowiada o przeszłości ale przede wszystkim o tym co przed nami. A wszystko to, zarówno melodia i słowa, stworzone w cztery minut w aucie! Dlatego właśnie Brand New pozostaje moją ulubioną piosenką na Fresh: The Definition.

SugaSoul.pl: Czy Twoje piosenki dotyczą wyłącznie Twojego życia i doświadczeń czy też „podkradasz” historie innych ludzi?

Noel Gourdin: Och, zdecydowanie nie wszystkie utwory opowiadają o moich własnych doświadczeniach. Bez przesady, nie mam tak interesującego życia (śmiech) Posiadam naprawdę liczną rodzinę i większość jej członków bez skrępowania dzieli się przeróżnymi wydarzeniami z ich życia. Pozwalam więc sobie „pożyczać” ich historie i włączać do mojej muzycznej koncepcji. Wiesz, to trochę szalone ale moimi największymi krytykami są osoby z mojej rodziny. Kiedy słuchają nowego nagrania patrzą na mnie podejrzliwie i pytają „czy ta piosenka oparta jest na…” a ja przerywam i mówię „tak, dokładnie tak” (śmiech) Jestem też wielkim fanem filmów i również stamtąd czerpię inspirację dla swoich tekstów.

SugaSoul.pl: Jaki z ostatnio oglądanych filmów mógłbyś polecić czytelnikom SugaSoul?

Noel Gourdin: Ostatni obraz na jakim byłem w kinie to Batman: Mroczny Rycerz powstaje (org.: The Dark Knight Rises – przyp. SugaSoul) i zdecydowanie mogę go wszystkim polecić. Świetna rozrywka dla każdego; sam w dniu jego oglądania czułem się jak rozbawiony, beztroski dzieciak.

SugaSoul.pl: Na początku naszej rozmowy dało się wyczuć pewną nostalgię w Twoim głosie kiedy wspomniałeś o starym, prawdziwym soulu. Zgaduję, że jesteś znacznie bardziej przywiązany do muzyki minionych czasów. Co jednak sądzisz o współczesnej muzyce rozrywkowej?

Noel Gourdin: Uważam, że zdecydowana większość współczesnej „czarnej” muzyki cierpi z powodu braku artystycznej uczciwości, oryginalności oraz emocji. Nie uważasz, że niemal wszyscy brzmią dziś tak samo? Wydaje się, że muzyka bez żadnego przesłania i żadnej treści jest tym czego masy szukają i co lubią najbardziej. To naprawdę przygnębiające i przyznam szczerze, że ze strachem patrzę na przyszłość afroamerykańskiej muzyki.

SugaSoul.pl: Jakie są Twoim zdaniem przyczyny takiego stanu rzeczy?

Noel Gourdin: Chcesz szczerej odpowiedzi?

SugaSoul.pl: Tylko taka wchodzi w grę.

Noel Gourdin: Uważam, że to wszystko idzie z góry. Tak, tak, z tych wysokich przeszklonych budynków. To leniwe labele i bezrefleksyjne stacje radiowe kreują gusta. Brakuje im jakości jaką mieli pionierzy z ich branży kilkadziesiąt lat temu. Znaleźli formułę dobrej sprzedaży „na chwilę” i chcą ją wykorzystywać tak długo jak to tylko możliwe. Nawet to rozumiem. Czysty biznes, każdy chce zarobić jak najwięcej pieniędzy, ale pozostaje pytanie – gdzie jest granica? Czy dziś, przy obecności wizualno-muzycznych monstrów może nadejść coś jeszcze gorszego?

SugaSoul.pl: No właśnie, wszystko rozbija się o pieniądze. Czy Noel Gourdin nigdy nie miał pokusy by czmychnąć do mainstreamu?

Noel Gourdin: Nigdy nie miałem tego typu pokusy ponieważ to zwyczajnie nie jest rodzaj muzyki, który gra wewnątrz mnie. Mam ogromny szacunek do twórczości i totalnie genialnych artystów z przeszłości. Nigdy, przenigdy nie mogłem i nie będę mógł tworzyć muzyki sprawiającej, że ja sam będę zażenowany kiedy ta miernota będzie reprezentować moje imię!

SugaSoul.pl: Kiedy możemy spodziewać się Twojego trzeciego albumu?

Noel Gourdin: Wkrótce udostępnię kilka EPek, które po zsumowaniu dadzą jeden pełen album! Pierwsza część ukaże się jeszcze przed końcem tego roku, a jej tytuł to City Heart, Southern Soul. Jestem niesamowicie podekscytowany i już nie mogę się doczekać premiery!

SugaSoul.pl: Czego możemy spodziewać się na Twoich nadchodzących projektach? Nadal ciepły, oldschoolowy soul czy też garść muzycznych eksperymentów?

Noel Gourdin: Na moich projektach zawsze możesz oczekiwać tego o czym wspomniałaś, czyli klasycznego soulu. Ale nie tylko. Spodziewajcie się piosenek bardzo duchowych, wywołujących silne emocje, brzmiących ponadczasowo i sprawiających, że wielcy artyści minionych dekad uśmiechną się i będą dumni z tego rodzaju muzyki, którzy sami zapoczątkowali.

SugaSoul.pl: Wciąż wspominasz o starych mistrzach. Kto jest Twoim numerem jeden?

Noel Gourdin: Wow, to trudne pytanie ale jeśli zmuszasz mnie do wyboru jednego tylko artysty, odpowiem że Marvin Cooke (śmiech) Nie potrafię wybrać pomiędzy Marvinem Gayem a Samem Cooke. Uważam, że ich rodzaj brzmienia jest najlepszym z najlepszych w całej historii soulowej muzyki. Także to co zrobili dla gatunku jest nie do przecenienia. Ich muzyka zarówno dla młodego jak i starego pokolenia znaczy bardzo wiele. Byli wyjątkowi i stworzeni specjalnie dla soulu. Są także moją inspiracją i do ich artystycznego poziomu cały czas staram się równać.

SugaSoul.pl: Jaki rodzaj przesłania chciałbyś nieść wraz ze swoją muzyką?

Noel Gourdin: Przesłanie jest krótkie – muzyka soulowa nie umarła! Ten rodzaj brzmienia jest zbyt ważny by się go pozbyć. Soul wpłynął na twórczość zbyt dużej liczby generacji by teraz być zapomnianym i wypartym. W branży, która aktualnie wydaje się być na biegunie polarnym, próbując pozbyć się tego co muzyka soul naprawdę znaczy, ja nadal staram się tworzyć z głębi serca i sprawiać by ludzie nie tylko słuchali ale także dołączyli do tego ruchu. Bo soul to nie tylko muzyka.

SugaSoul.pl: Jeśli Twoje życie to film, przewodnią piosenką soundtracku byłoby…

Noel Gourdin: I Want You Marvina Gaye’a. Moje życie to film o facecie, który pisze muzykę by inspirować i dotykać ludzkich serc. Jak długo mam swoich fanów, którzy mnie doceniają, tak długo zamierzam się starać by zapewnić im muzyczne doznania na najwyższym poziomie.

 

Rozmawiała: Funky Fox

  • Bardzo przyjemny wywiad, jestem za, a nawet przeciw!

    Pozdrawiam,

    Witalij | U Call That Love

  • Sprawdziłam. Przez przesady, nie da się go nazwać „klasycznym soulmanem”, aczkolwiek robi solidne R&B., a to też jest dziś potrzebne.