Recenzja: Andreya Triana – „Giants”

7641f2ec81fe2e2290d2588dc78eb348

Niespełna pięć lat. Tyle czasu urokliwa i filigranowa Brytyjka kazała nam czekać na swój drugi w dotychczasowej karierze album. Co muzycznie do zaoferowania ma Andreya Triana dziś?

Lost Where I Belong, bardzo udany debiut płytowy Triany z 2010 roku to jeden z tych krążków, do których wracam z nieskrywaną przyjemnością. Wydawnictwo w całości wyprodukowane przez Bonobo podbiło moje serce do tego stopnia, że jego autorka prawdopodobnie już zawsze będzie jedną z moich ulubionych wokalistek rodem z Wysp.

Kolejny album sygnowany nazwiskiem Triana, zatytułowany Giants, to zupełnie nowy rozdział w jej karierze. Owszem, głos pozostał ten sam – niski, cudownie zachrypnięty i emocjonalny. Nie zmieniło się także pióro artystki. Zawsze uważałem, że teksty jej autorstwa to coś, czego słucha się z niewymuszoną uwagą. Gdzie zatem wspomniane nowości? O muzykę chodzi. Andreya postanowiła nie kontynuować współpracy z Bonobo i zamiast niego skorzystała z producenckiego rzemiosła Matta Halesa, który odpowiedzialny jest za brzmienie płyt Lianne La Havas, Leony Lewis czy Palomy Faith.

Nietrudno domyślić się, że jest bardziej popowo, balladowo i zachowawczo. Giants można podzielić na dwie części: energiczną, obfitującą w bębny i eleganckie chórki oraz tę spokojną i nostalgiczną. Z racji swojej natury, a przede wszystkim zamiłowania do soulowej muzyki, zdecydowanie upodobałem sobie tę drugą twarz „nowej” Andreyi. Tytułowe Giants, nad wyraz ujmujące Heart In My Hands czy znane nieco wcześniej Everything You Never Had Pt. II to kawałki na albumie, które – choć niezaprzeczalnie smętne – z pewnością na długo zagoszczą w moim odtwarzaczu. Bardzo dobrze wypada także singlowe Gold i rzutkie Keep Running, które z kolei powinny znaleźć uznanie wśród fanów nieco bardziej ekspresyjnego grania.

Czytając opinie na temat Giants można trafić na stwierdzenia jakoby wokalistka miała sobie strzelić w kolano nie spotykając się po raz kolejny w studiu nagraniowym z Bonobo, dzięki któremu de facto wypłynęła na szerokie wody. Choć wydawnictwo rzeczywiście nie absorbuje słuchacza tak jak jego poprzednik, nie odbierałbym tego w ten sposób. Zwyczajnie trudno nie docenić tegorocznej propozycji utalentowanej artystki. Wszak to pięknie zaśpiewana, okraszona dobrym zapleczem lirycznym, solidna dawka melodyjnego soulu i popu.

Andreya Triana
Giants
Counter Records, 2015

Autor: Piotr Bućkun