Recenzja: Ciara – „Jackie”

ciara-jackie-cover

W ubiegłym roku minęło 10 lat od czasu płytowego debiutu Ciary. Przez ten czas byliśmy świadkami swoistych, często nieznośnych zmian w rhythm&bluesowej muzyce. Najnowszy, szósty w dotychczasowej karierze amerykańskiej wokalistki album jest podręcznikowym przykładem tych transformacji.

Konia z rzędem temu, kto nie pamięta klubowych hitów z repertuaru Ciary, które w 2004 roku szturmem podbiły listy przebojów. Jej debiutancki krążek zatytułowany Goodies był nie lada hitem. Zdarzało się nawet, że jego autorka była mianowana przez opinię publiczną „następczynią Aaliyah” czy „księżniczką crunk&b” – stylu, którego niewątpliwie jest jedną z prekursorek. Co słychać u Ciary Princess Harris dziś?

Kiedy w styczniu usłyszałem pierwszy singiel promujący album Jackie, o którym tutaj mowa, byłem mile zaskoczony. I Bet okazało się subtelną, niemalże akustyczną balladą. Do tego doszły słuchy jakoby artystka miała za chwilę oddać w ręce fanów swoje najlepsze wydawnictwo od lat. To wszystko zaostrzyło apetyt na więcej. Miało być jak dawniej, wyszło jak zwykle.

Longplay otwiera utwór Jackie (B.M.F.), który przypomniał mi ubiegłoroczny singiel Beyonce, 7/11, a chwilę później tę nieco bardziej znośną wersję dokonań Nicki Minaj. W następnej kolejności otrzymujemy wpadający w ucho, wyprodukowany przez Polow da Dona, kawałek That’s How I’m Feelin’, w którym pojawia się Missy Elliott i… wszędobylski Pitbull. To nie był dobry wybór. Dalej jesteśmy świadkami zlewających się w całość numerów o podobnych tempie. Niestety r&b jest tu jak na lekarstwo. „Upopowione” do granic możliwości, nijakie produkcje przerywają jedynie miłe akcenty w postaci Dance Like We’re Making Love i Kiss & Tell. Najgorsza jednak okazuje się obiecująco zatytułowana piosenka, One Woman Army, w której Ciara zmienia się w królową europejskich parkietów, tak bardzo rozkochanych w muzyce dance.

Jak potoczą się dalej losy Ciary? Trudno powiedzieć. W czasach, kiedy mainstreamowe r&b przeżywa bolesny kryzys, pozostaje czekać i unikać albumów w stylu Jackie. Z nieskrywanej, niegdysiejszej sympatii do wokalistki życzyłbym sobie, by w końcu wyciągnęła wnioski z błędów, które popełnia od lat. Inaczej już na zawsze pozostanie muzycznym reliktem przeszłości.

Ciara
Jackie
Epic, 2015

Autor: Piotr Bućkun