Recenzja: Mateusz Krautwurst – „Gdzieś Pomiędzy”

Jedna z najbardziej bodaj utalentowanych postaci na polskiej około-soulowej scenie, długo zwlekała z premierą swego autorskiego projektu, który finalnie znalazł się na półkach sklepowych i otrzymał enigmatyczny tytuł Gdzieś Pomiędzy. Ci jednak, którzy o Krautwurście nie zapomnieli i cierpliwie czekali, jego najnowszym albumem na pewno się nie zawiodą.

„Niedzielnym” słuchaczom nazwisko Mateusza kojarzy się głównie z popularnymi talent show, z których ostatnim i chyba najbardziej dla wokalisty udanym był Voice of Poland. Od tamtego czasu Krautwurst nieoczekiwanie zniknął z ekranów polskich telewizorów i zaszył się w czterech ścianach, tworząc materiał na Gdzieś Pomiędzy, w przerwach udzielając się w znakomitym projekcie M’N’F. Niekrótki czas, który Mateusz poświęcił pracy nad albumem, przyniósł efekt w postaci znakomitego krążka, który stworzyć mógł tylko artysta dojrzały i w pełni świadomy swoich mocnych i słabych stron.

Gdzieś Pomiędzy wymaga czasu. Sama do płyty przekonywałam się dłużej, niż się spodziewałam. Jest to bowiem album niespieszny, wypełniony piosenkami o niebanalnych, złożonych tekstach, które bezsprzecznie stanowią – obok wokalu Krautwursta – najmocniejszy punkt longplaya. Początkowe rozczarowanie zbyt małą ilością ‚soulu’ w warstwie muzycznej, szybko ustąpiło oczywistej refleksji, iż soul to przecież nie tylko charakterystyczne brzmienie, gospelowe harmonie i czarne rytmy, lecz przede wszystkim dusza włożona w każdy zaśpiewany dźwięk. I czego jak czego, ale duszy Gdzieś Pomiędzy odmówić nie sposób. Cudownie ciepły, a zarazem perfekcyjny technicznie wokal Mateusza, będący ozdobą każdego utworu, jest spoiwem całego projektu i sprawia, że nawet nieco mniej udanych kompozycji słucha się z ogromną przyjemnością.

Najnowsza płyta Krautwursta po raz kolejny udowadnia, że w miłosnych balladach na polskim podwórku nie ma męskiego wykonawcy, który mógłby się choćby zbliżyć do interpretacji Mateusza. Najjaśniejsze momenty na Gdzieś Pomiędzy to właśnie nieszablonowe tekstowo i urzekające muzycznie utwory w nieco wolniejszym tempie, by wspomnieć choćby cudownie soulowe, otulające każdym dźwiękiem Kino, przyjemnie bujające W Mgnieniu Oka, złożony, aż siedmiominutowy track tytułowy, czy jedną z najbardziej magicznych piosenek, które w ostatnim czasie usłyszałam, delikatnie jazzowa, a przy tym melodyjna kompozycja M Dla P . Miłośnicy nieco szybszego grania bezsprzecznie docenią utwór Niebezpiecznie, będący lirycznym popisem nieprzeciętnych umiejętności i lekkiego, błyskotliwego pióra Mateusza oraz Babcia (znakomity Marcin Pendowski na gitarze basowej), która jednak, ku sporemu rozczarowaniu, kończy się zanim jeszcze rozpocznie; chciałoby się więcej!

Gdzieś Pomiędzy to płyta, którą trudno zaszufladkować i zakwalifikować do jednej muzycznej kategorii. Krautwurst bowiem nadzwyczaj swobodnie porusza się i bawi stylistykami, serwując nam raz sporą dawkę soulu, innym razem r&b i funk, następnie radykalnie zwracając się w stronę klasycznego jazzu, by w kolejnej kompozycji zaproponować pop z wysokiej półki. Każdy, kto szuka powiewu świeżości a zarazem muzyki nieskrępowanej żadnymi ograniczeniami, okraszonej nietuzinkowymi tekstami, w absolutnie pierwszorzędnym wykonaniu, powinien jak najszybciej sięgnąć po Gdzieś Pomiędzy. To magiczna, niemal pięćdziesięciominutowa dźwiękowa podróż w głąb duszy artysty obdarzonego niezwykłą wrażliwością i zaskakującą, jak na jego wiek mądrością, którą doceni każdy słuchacz o otwartej głowie i otwartym sercu.

Mateusz Krautwurst
Gdzieś Pomiędzy
Polskie Nagrania, 2014

Autor: Funky Fox