Recenzja: Toni Braxton & Babyface – „Love, Marriage & Divorce”

Kiedy dwoje nieco zapomnianych artystów, którzy największe sukcesy odnotowali w latach 90, postanawia wydać wspólny album, pierwsza myśl jest zwykle jedna: tonący brzytwy się chwyta. Całe szczęście, w przypadku wspólnego krążka Toni Braxton i Babyface’a, to stwierdzenie bardzo pochopne i dalekie od prawdy.

Love, Marriage & Divorce to nie pierwsze pokłosie prac w studiu nagraniowym bohaterów tej recenzji. Fani Braxton doskonale wiedzą, że to m.in. właśnie Babyface’owi zawdzięcza swoje największe muzyczne sukcesy. Wszak był on jednym z  producentów odpowiedzialnych za brzmienie niemal wszystkich albumów w dorobku wokalistki. Co prawda, para w swojej historii ma już wokalny duet w postaci utworu Give U My Heart z 1992 roku, jednak do większych, wspólnych zaśpiewów nigdy się nie kwapiła. Niezmiernie cieszy fakt, że po tylu latach ktoś w końcu wpadł na ten pomysł.

Love, Marriage & Divorce jest wydawnictwem nad wyraz udanym. Trwający nieco ponad 40 minut materiał, to zbiór opowieści o, a jakże, miłości. W każdym jej wymiarze. Niezwykle szczery, dojrzały, przemyślany i pełen muzycznej klasy.

Mimo pesymistycznego tytułu krążka, trudno zaliczyć go do grona tych, które pogłębiają depresyjny stan. Braxton i Edmonds swoimi głosami, jak nigdy wcześniej, sprawnie i – co najważniejsze – bez poczucia fałszu oraz patosu, brylują po alfabecie ludzkich emocji. Przykładem na to niech będzie utwór otwierający cały zestaw, czyli Roller Coaster. Dalej jest równie dobrze. Singlowe Hurt You, kołyszące Sweat, okraszone akustycznym podkładem Where Did We Go Wrong? – to zaledwie kilka przykładów romantycznych, rhythm&blues’owych perełek, o które tak trudno w dzisiejszej muzyce. Warto wyróżnić także głębokie i bardzo kobiece nagranie I Wish, w którym Toni, tym razem bez wokalnego wsparcia Babyface’a, używając niewybrednych słów, rozlicza się ze swoim byłym partnerem. Wspomniany utwór to najlepsze co przytrafiło się w muzycznej karierze artystki od lat. Nie inaczej sprawa ma się w przypadku Kennetha. Jego wokal brzmi tak samo subtelnie, młodzieńczo i dojrzale zarazem, jak dwie dekady temu.

„Niedzisiejszy”. Tym przymiotnikiem niezwykle trafnie podsumować można materiał zawarty na Love, Marriage & Divorce, bowiem mało kto porywa się dziś na nagranie albumu utrzymanego w duchu r&b i soulu sprzed kilkunastu lat. Jeśli dzieje się tak, przeważnie z umiarkowanym skutkiem.

Mimo że Toni Braxton i Kenneth „Babyface” Edmonds, mogliby się wydawać duetem, który lata świetności ma już za sobą, to udało im się stworzyć album, którego brakowało. Krążek niezwykle spójny i elegancki. I wreszcie, wydawnictwo, które pozytywnie zaskakuje, a przecież właśnie to wszyscy w muzyce kochamy. Zaskoczenia. Powiedzmy to głośno: prawdziwe r&b nadal żyje i ma się dobrze.

Toni Braxton & Babyface
Love, Marriage & Divorce
Motown, 2014

Autor: Piotr Bućkun